Jakoś ostatnio z zamiłowaniem czytam stare koncepcje. Pewnie ma o związek z badaniami do doktoratu. Znacznie więcej wspólnych cech widzę pomiędzy dzisiejszą polską arteterapią, a tym co działo się w Wielkiej Brtytanii i USA w latach 60/70/80′. Refleksje starszej generacji arteterapeutów pokazują sporo możliwch rozwiązań na przyszłość, a najbardziej współczesne rozważania trudno jest przełożyć na sytuację polską. Przynajmniej w moim odczuciu. Chyba wynika to z dwóch faktów: arteterapia stała się w krajach anglosaskich bardzo psychoterapeutyczna, co w Polsce nie nastąpiło, a po drugie rozpatrywane są bardzo szczegółowe aspekty praktyki i badań, a mnie się wydaje, że potrzebujemy w Polsce bardziej ogólnej refleksji.
O Hannie Kwiatkowskiej chciałam napisać wcześniej, bo zawsze wydawała mi się bardzo ciekawą postacią. Z pochodzenia Polka, artystka, która zdobyła wykształcenie w Warszawie i Wiedniu, żona dyplomaty, która wyemigrowała najpierw do Brazylii, a potem do USA. W Stanach Zjednoczonych nazywana jest matką arteterapii rodzinnej. W ostatnio czytanej przez ze mnie książce ‘Architects of Art Therapy’ znalazła swoje miejsce we wspomnieniach jednej ze swoich byłych studentek. Dawno temu przeczytałam w jednym ze starych amerykańskich journali arteterapii, że kiedyś w latach 70′ został z nią przeprowadzony wywiad przez CNN po polsku na temat arteterapii, z zamiarem pokazania w Polskiej TV. Nie dotarłam do informacji, czy był pokazany czy nie, ale utkwił mi ten fakt w pamięci.
Teraz ponownie przeczytałam streszczenie dotyczące jej metod pracy w “Family Art Therapy“ (red. Christine Kerr). I mimo, że w znacznej mierze odległe były jej praktyki od podejśc bliskich mnie, postanowiłam je przytoczyć. Kwiatkowska zaczęła swoją pracę w szpitalu psychiatrycznym pod okiem bardzo znaych i doświadczonych terapeutów rodzinnych. Rozwinęła swoja koncepcję arteterapii pod ich skrzydlami i przez wiele lat promowała podejście rodzinne. O arteterapii pisała
‘rodzinna arteterapia jako niezależny sposób odziaływania jest niewątpliwie najtrudniejszą i dającą najwięcej satysfakcji metodą wprowadzania technik artystycznych do pracy z rodzinami. Jednak wymaga ona również solidnego przygotowania w zakresie terapii rodzinnej i doświadczenia psychoterapeutycznego…‘ (1978)
Kwiatkowska przykładała szczególne znaczenie do wykorzystywania rysunku w ewaluacji rodziny. Najbardziej znana jest jej seria zadań diagnostycznych towarzyszących terapii. Jednak traktowanie jej podejścia jako jedynie diagnostycznego może być mylące, gdyż Kwiatkowska zawsze duży nacisk kładła na psychoterapeutyczny aspekt arteterapii.
Program ewaluacji Kwiatkowskiej opierał się na 6 zadaniach, wykonywanych podczas jednej sesji. Zalecenie wykonywania prac podczas jednej sesji miało uchronić pacjentów przez zbytnią koncentracją na jednej pracy. Prace były wykonywane na określonym formacie papieru, na sztalugach, kredkami lub pastelami. Prace były nazywane i datowane przez autorów. Procedura była zaplanowana tak, żeby prowadzić rodzinę ‘od swobodnych rysunków, przez bardziej ustrukturalizowane, stresogenne prace’. Zadania były wykonywane w następującej kolejności:
1. Rysunek swobodny. Każdy członek rodziny wykonywał jeden rysunek przedstawiający cokolwiek im przyszło do głowy.
2. Rysunek rodziny. Każdy członek rodziny był proszony narysowanie swojej rodziny wraz ze sobą.
3. Abstrakcyjny portret rodziny. Kwiatkowska zalecała przekazanie takiej instrucji i oczekiwanie na pytania od rodziny, dotyczące sposobu wykonania tej pracy.
Po tych rysunkach następowała chwila rozluźnienia, krótkie ćwiczenia relaksujące, a nastepnie uczestnicy powracali do rysowania.
4. Rysunek zapoczątkowany bazgrołami. Uczestnicy byli proszeni o zaczęcie rysunku od bazgrolenia, a następnie poszukiwania znaczeń w tym co powstało. Kwiatkowska zachęcała uczestników do przekręcania kartki, dodawania lub ignorowania linii itd. Twierdziła, że to zadanie daje wgląd w zorganizowane, abstrakcyjne myślenie członków rodziny;.
5. Wspólne bazgrolenie. To zadanie powtarzało polecenie 4. Jednak członkowie rodziny są zachęceni do wybrania jednej kartki z bazgrołami i użycie jej do wspólnego poszukiwania znaczeń. To zadanie pokazuje jak rodzina współpracuje ze sobą, jakie tworzone są granice, jak rozkłada się dynamika.
Po zakończeniu tego zadania, rodzina porówała prace 4 i 5, co pozwalało zaobserwować dynamikę komunikacji w grupie.
6. Rysunek swobody. Wprowadzenie po raz drugi rysunku swobodnego było jednym z najbardziej istotnych elementów sesji. Pokazywało jak rodzina zareagowała na sesję, jak tolerowała stres wytworzony przez wspólna pracę itd.
Janice Hoshino, jedna ze współautorek książki “Family art therapy’ komentując metody pracy Kwiatkowskiej twierdzi, że opracowane przez nią metody są do dziś bardzo przydatne w pracy arteterapeuty rodzinnego. Sugeruje jednak pewną ich adaptację. Po pierwsze zauważa, że wykonywanie wszystkich zadań na jednej sesji może być bardzo męczące. Twierdzi również, że wprowadzenie dyskusji i opisu prac jest bardzo pomocne w określeniu dynamiki rodziny i zrozumieniu jej granic, współpracy, ról, bliskości itd.
Pomyślałam, że warto po krótce przytoczyć metodę pracy opracowaną przez Kwiatkowską. Wydaje mi się, że w znacznym stopniu koresponduje z tym co jest robine w Polsce w wielu ośrodkach. Znowu pojawia się zastrzeżenie, czy to terapia czy to diagnoza i jakie znaczenie ma tutaj język wizualny i procesy twórcze. Można jej również zarzucać instrumentalne traktowanie sztuki, pamietać jednak na leży, że Kwiatkowska będąc artystka pracowała w zespole psychoetarpeutów i psychiatrów i to ich podejście do terapii rodzinnej ukształtowało jej koncepcje arteterapii. Warto również wspomnieć, że przez swoje wieloletnie doświadczenie rozwinęła rozumienie znaczenia rysunku w procesie terapeutycznym i przyczynila się rozpropagowania arteterapii w erapii rodzinej.
Ta koncepcja faktycznie znajomo wygląda.
Co mnie zaskakuje w tych recenzjach i komentarzach do książek, to nacisk jaki kładziesz na fakt, że koncepcje są amerykańskie (przeważnie z nutą nagatywną) lub brytyjskie (z nutą pozytywną). Ja rozumiem, ze zły ptak co swe gniazdo kala, ale…. mam wątpliwości czy dobór tekstów, żeby zilustrować tezę nie jest tendencyjny. Nigdy na przykład nie wspomiałaś Robinsa, a to chyba uznany arteterapeuta/psychoterapeuta amerykański?
A tak w ogóle to się nie czepiam, mam nadzieje na dyskusje
Ja nie mam nic przeciwko konstruktywnemu czepianiu się. Cieszę się, ze zabierasz głos i piszesz co myślisz.
Promuje tezę, że arteterapia jest różnorodna oraz nadzieję, że w tym tkwi jej siła i że o tę róznorodność się nie potknie. Innej tezy tworzącej tendencyjność nie widzę.
Faktycznie bliżej mi do arteterapii brytysjkiej, z oczywistych powodów, jednak widzę wiele podobienstw pomiedzy amerykanska a polska. Dlatego wydaje mi się istotne podkreślenie pewnych elementów. Nie znaczy to, że mam negatywne zdanie o całej arteterapii amerykanskiej.
Jezeli chodzi o wybiórczość moich postów, to się absolutnie z zarzutem zgadzam. Nie miałam jednak nigdy ambicji tworzenia na blogu wnikliwego przeglądu literatury, ani tym bardziej jej analizy (tę przyjemność zostawiam sobie na pracę naukową). Blog jest miejscem wrzucania przemyśleń, w kolejności w jakiej następują pod wpływem tego co akurat czytam lub oglądam. Czasem to chaotyczne, ale mam nadzieje, ze kogos zainteresuje.
A fakt podkreslania kontekstu książek, bo tak widze wspominanie kraju pochodzenia lub informacji o autorze ma według mnie swoje uzasadnienie. Wiele razy czytałam polskie teksty, w których autorzy powołują się jakiej prace, nawet je cytują, ale są to komentarze wyrwane z konteksu. Znajomosc tego kontekstu nadaje słowom znaczenia. W każdej książce o arteterapii można przeczytać, że np. sztuka pomaga w ekspresji lub, że istotny jest kontakt terapeuta -pacjent, jednak bez ujawnienia kontekstu (na przykład dominującego paradyhgmatu, roku powstania itd) nie da się zrozumieć sensu tych słów.
pozdrawiam i również mam nadzieje na dyskusje.
a o Robinsie kiedys napisze, jak znajdę inspirację
Olga fajnie, że o niej napisałaś
bardzo mnie interesuje to podejście, a nie znam nikogo kto by pracował z rodzinami w Polsce:( A wy znacie?
Niestety nie słyszałałam o nikim prezentującym podejście rodzinne w arteterapii w Polsce.
W niektórych ośrodkach kładzie się nacisk na współpracę z rodziną, wspólne zajęcia twórcze, ale odległe to jest od terapii rodzinnej.
Też bym chętnie usłyszała o takiej pracy.