‘Rysunek w psychoterapii’
- Gerald Oster, Patricia Gould. GWP 2004.
O tej książce postanowiłam napisać, kiedy wpadło mi w ręce jej nowe amerykańskie wydanie z 2004 roku, którego spora część została zmieniona. I nie ma się co dziwić, bo pierwsze wydanie, to które doczekało się polskiego tłumaczenia ukazało się po raz pierwszy w 1987 roku, czyli 20 lat temu. Na ten znaczący fakt chciałam zwrócić uwagę, bo arteterapia od lat 80′, jako dyscyplina stosunkowo młoda, przeszła znaczacą przemianę. Co prawda książka nie jest o arteterapii a o rysunku w psychoterapii, temat terapii przez sztukę został w książce poruszony, a ponieważ publikacja jest popularna, informacje w niej zawarte zostały wielokrotnie powielone w polskich książkach oraz licznych pracach studentów.
Nie zamierzam pisać recenzji, bo sama metod projekcyjnych w pracy nie używam. Używanie metod projekcynych jest jedną z charakterystycznych różnic pomiędzy arteterapią amerykańską a brytyjską. W Anglii na te metody patrzy się z pewnym powątpiewaniem (w kręgu areterapeutów) jako na redukcjonistyczne i instrumentalne. W Brytyjskiej arteterapii chodzi o relacje i proces twórczy, a w metodach projekcyjnych o język wizulany. Oczywiście jest to uproszczenie, bo arteterapia amerykańska jest przede wszystkim zróznicowana i możemy tam znaleść zarowno klasyczne podejścia freudowskie, podejcia edukacyjne, rysunki projekcyjne czy obrzędy szmańskie. Temat rzeka… W 1997 roku Andy Gilroy i Sally Skaife napisały bardzo ciekawy (i dość zabawny, choć to chyba nie było zamiarem) tekst do Inscape (Brytyjskiego journalu arteterapii) o swoich wrażeniach z udziału w Amerykańskiej Konferencji Arteterapii organizowanej przez AATA. Zwracają w nim uwagę na znaczące różnice w podejciu do arteterapii po obu stronach Atlantyku. Podzieliły się w tym artykule swoim zaskoczeniem, tym, że mimo mówienia tym samym językiem i potencjalnej swobodnej wymiany pomysłów nie do końca mogły zrozumieć podejście amerykańskie, ale również miały wrażenie, że Amerykanie nie do końca mogłi zrozumieć o co chodziło w ich podejciu… Przyczyn tych różnic doszukiwały się w strukturze służby zdrowia i pewnych cechach kulturowych. Bardzo ciekawy temat do rozważań… Szczególnie, że pod wieloma względami arteterapia polska jest bardziej podobna do amerykańskiej niż brytyjskiej.. ale to tyle podejściach…
Wracając do książki Oster i Gould… Tak jak mówiłam o metodach projekcyjnych pisać nie chcę, a jedynie odniosę się do rozdziałów początkowych, a szczególnie do fragmentu ‘Terapeuta posługujacy się sztuką – odrębna profesja’. Książka odnosi się do metod rysunkowych w psychoterapii, a nie do arteterapii, jednak ten mały fragment wprowadza według mnie trochę zamieszania i spotkałam się cytatami z tego podrozdziału w kilku pracach studentów. Przypuszczam, że te nieporozumienia wynikają w pewnych uproszczeń i skrótów myślowych, lub niejasnego tłumaczenia… trudno powiedzieć.
1. zdanie ‘sztuka jako technika terapeutyczna po raz pierwszy została zastosowana przez Margaret Naumburg (1966)…’ jest oczywiście nieprawdziwe. Już nie chodzi o plemienne tradycje z przed tysięcy lat… Pierwsze praktyki, które uważa się za arteterapię istniały od lat 1930. Jeżeli juz kogoś uważa się za prekursora to Adriana Hilla (1938), który ponoć pierwszy użył terminu arteterapia. Po drugie Naumburg swoją metodę stworzyła znacznie wcześniej niż w 1966 roku, a zdanie to sugeruje, że arteterapia powstała w latach 60′. Czyli odebrano jej prawie połowę czasu istnienia.
2. zdanie ‘kontynuatorką pracy Margaret Naumburg w latach pięćdziesiątych była Edith Kramer…’ Jeżeli już to oponentką, a nie kontynuatorką. Co prawda Kramer zaczęła swoją pracę później niż Naumburg i jej pierwsze publikacje ukazały się później, niemniej jednak obie panie pracowały przez lata równolegle. Ich koncepcje bardzo się od siebie różniły, co zapoczątkowało konflikt w obrębie amerykańskiej arteterapii pomiędzy podejściem ‘sztuka jako terapia’ i ‘sztuka w psychoterapii’ o czym bardzo szczegółowo piszą Borowski Junge i Asawa w “History of art therapy in the United States’ (1994).
3. zdanie ‘Ostatnio za sprawą humanistycznego nurtu w psychologii, terapia sztuką stała się samodzielną techniką terapeutyczną, w której szczególną uwagę przywiązuje się do samego dzieła.’ Psychologia humanistyczna oczywiście wpłynęła na rozwój arteterapii, szczególnie amerykańskiej, ale po pierwsze nie ostatnio (tutaj daje znać różnica w czasie wydania amerykańskiej i polskiej publikacji) a w latach 60′ i 70′. Po drugie sztuka w arteterapii nie jest techniką i tutaj chciałam oddać glos wcześniej wspomnianej w publikacji Hannie Jaxie Kwiatkowskiej – ‘jedyną techniką w arteterapii jest relacja i nikt mi nie powie, że jest inaczej’ (z jej artykułu w Amerykańskim Journalu Arteterapii, potem sprawdzę w notatkach z którego roku). I po trzecie, do dzieła (?) przywiązuje się stosunkowo małą wartość. Jest niewiele koncepcji, które podkreślają wartość produktu, znacznie częściej mówi się o procesie i to jemu przypisuje się nadrzędną wartość.
I to tylko ze str. 20. Nie czepiałabym się poszczególnych zdań, szczególnie w publikacji tłumaczonej ich sens może zostać nie co zmieniony, jednak… Nie ma w Polsce dostępu do publikacji zagranicznych, jeśli jakaś zostaje przetłumaczona na polski pojawia się od razu w bibliografiach wszystkich prac na temat arteterapii, nawet jeśli jest to temat marginalnie w niej poruszony. Błędy/nieporozumienia są wielokrotnie powtarzane i utrwalane. Mimo, że mogą się tutaj wydawać mało znaczące utrudniają jasne myślenie o tym czym jest arteterapia i jak się rozwija.
A oprócz tego to zachęcam do przeczytania książki, bo jest przyzwoita.
Książka faktycznie jest bardzo często używana i w moim odczuciu nadużywana niestety.
Pierwszy raz kiedy miałam ją w rękach wydawała mi się bardzo przydatna. Jednak wydaje mi się, że interpretacje testów projekcyjnych nie są wcale takie oczywiste i w pewnych sytuacjach diagnostycznych mogą się sprawdzać, natomiast w pracy pedagoga i znacznie bardziej ‘miękkim podejciu’ już nie.
Zastanawiam się tez na kwestiami prawnymi, bo większość testów psychologicznych może być wykorzystywana tylko przez psychologów, tak to zostało wywalczone. Jak to się ma to testów projekcjnych? Czy nie tylko psycholog ma prawo do analizowania takich testów?
pozdrawiam
Z tłumaczeniami jest rzeczywiście problem, dlatego przy każdej tłumaczonej publikacji książkowej z nich powinien być ktoś taki jak dobry redaktor, który się zna na rzeczy i tego typu błędy wyłapie i poprawi. Bo jak nie, to potem idzie w świat i się jeszcze umacnia i…tak się rodzi plotka:)
Apropos komentarza na temat testów projekcyjnych, czy też diagnozy ekspresyjnej to jak się one mają do arteterapii? czy można łatwo rozdzielić, że testy są do diagnozy a rysunek w arteterapii jest do terapii? czy można oddzielić diagnozę od terapii? Teoretycznie można sesjami disagnostycznymi, ale w terapii tez się dokonuje diagnoza.
Słyszałam że w USA arteterapeuci bardzo się identyfikują z testami projekcyjnymi, podczas gdy w Polsce to narzędzie nabrało statusu trochę “dla wszystkich”.Czy rysunek w teście diagnostycznym różni się czymś od rysunku w arteterapii (oprócz tego że ten pierwszy ma klucz, z którego i tak nie wszyscy korzystają…). W końcu rysowanie to rysowanie, i tu i tu, działanie to samo (?). Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
Diagnozy od terapii nie da się całkowicie rozdzielić, zawsze na siebie nachodzą, z tym się zgadzam.
Z tym, że rysunek w teście projekcyjnym i w arteterapii (oczywiscie zależy jak rozumianej) to to samo już nie bardzo. Głównie datego, że w testach projecyjnych rysunek jest bardzo dyrektywny, to diagnozujacy mówi co i jak ma być narysowane. W arteterapii ta swoboda jest znacznie większa. Wydaje mi się, że relacja ma też inny charakter. W rysunku projekcyjnym diagnozujący jest nastawiony na wykrycie zaburzeń i określenie ich. W arteterapii jest ‘towarzyszem’ procesu twórczego, który współtworzy relację terapeutyczną. Wydaje mi się, że to kładzie nacisk na zupełnie inne elementy relacji. Takie podejcię zakłada, że żadne klucze nie mają znaczenia, bo proces budowania relacji może być zawsze odmienny.
Ale tak jak pisałam, ja nie jestem wielbicielką testów projekcyjnych i istnieja poglądy odmienne.
A jesli chodzi o naduzywanie testów, to oczywieście zdarza się nagminnie i wtedy w ogóle ich uzywanie jest nieuzasadnione.
Jeśli macie inne opinie, to chętnie podyskutuje
O.
Byłam kiedyś na warsztatach, na których Pani pokazywała rysunki dzieci i opowiadała jak je interpretować, że jak nogi sie nie zmieściły to to, jak dziupla w drzewie to coś innego…
No i wszystko fajnie, może i jest to przydatne czasami, jak się faktycznie wie jak to interpretować, ale po pierwsze nie ma dowodów, że te testy są naprawdę tak skuteczne (i nie są skutecze w 100%), a po drugie w mojej pracy chcę rozwijać twórczość dzieci, chcę żeby się zauroczyły, zanurzyły w działaniu… żeby odkryły ten niezwykły potencjał, który w sobie mają. I dopiero przez to żeby się skonfrontowały ze swoimi trudnościami.
Wydaje mi się, że metody projekcyjne to jakieś chodzenie na skróty i okłamywanie samego siebie, że są takie wyznaczniki, które za terapeutę zrobią całą pracę….
I zauważyłam, że dużo młodych psychologów bez praktyki wykorzystuje te metody w jakiś uproszczony sposób bez refleksji…
pozdrawiam
Z tego wynika, że tym co różni rysunek projekcyjny od AT jest głównie stopień dyrektywności, cel zastosowania ( znowu problem diagnoza vs terapia (relacja)). A jednak, kiedy osoba opowiada o rysunku w teście i o rysunku w arteterapii, odnosi to jakoś do swojego życia (pomijam tutaj kwestię mniej lub bardziej lubianego klucza do testów). Czyli patrząc od strony samego działania i zachowania osoby to oprócz tego, że musi narysować coś konkretnego to rysuje i opowiada o rysunku tak jak w arteterapii? Pewnie nie ale nadal nie jest to jasne, bo jak zapomnimy o “kluczu” i narzuconego “tematu” to wychodzi w sumie to samo. Natomiast stosowanie testów projekcyjnych bez klucza, w celach diagnostycznych jest kwestią wysoce dyskusyjną oczywiście… Z kluczem w sumie jest nie lepiej. To dlaczego amerykańscy arteterapeuci tak często je stosują? Czy to ze względu na podobny charakter działania? Tradycje psychoanalityczne?
Aby rozjaśnić (lub zaciemnić) sprawę chciałabym zapytać o tak zwany “PSYCHORYSUNEK”. Jak to właściwie zdefiniować? W internecie znalazłam, że P to “Metoda grupowej psychoterapii, wykorzystująca ekspresję twórczą pacjenta. Jest stosowany jako jeden z elementów ogólnego programu leczenia i zaliczany do metod niewerbalnych. Pacjenci w czasie trwania zajęć wykonują rysunki przy użyciu ołówków, kredek albo farb lub węgla na temat podany przez terapeutę, a następnie odbywa się omówienie prac. Omówienie składa się z dwóch części, każda praca omawiana jest przez uczestników grupy, a następnie przez samego autora” (otojestem.w-s.pl/terap/psyc.htm).
?
Czy w Anglii tez jest coś takiego jak psychorysunek ?Jak to się ma do testów projekcyjnych można się domyślić ale do arteterapii?Czy można to traktować jako coś pomiędzy? Czy to już arteterapia? Co sądzicie
pozdrawiam
Cieszę się, że temat wywołał dyskusję – mam nadzieję, że usłyszymy więcej głosów!
Jezeli chodzi o odpowiedz na pytania:
- nieumiętne, niekompetentne wykorzystywanie testów projekcyjnych jest w ogóle poza dyskusją. Zdarza się, ale jak każda niekompetetna praktyka powinno być krytykowane. Rozumiem, że mówimy tutaj o kompetentnym wykorzytywaniu testów.
- w Wilekiej Brytanii nie ma określenia psychorysunek (kiedyś moje tłumaczenie, podobne do zamieszczonego przez Maję wzbudziło na seminarium ogólne zainteresowanie i generalne niezrozumienie o czym mówie.. Uzyłam wtedy określenia ‘psychodrawing’, zupełnie nie znanego, ale tez nikt nie miał lepszego określnia)
- czy mozna traktowac jako arteterapię? wydaje mi się, że można skoro podobne praktyki traktuje się jako arteterapię w USA. Ale też wydaje mi się, że to specyficzne podejście do arteterapii, zupełnie nieobecne w UK. Wydaje mi się również bardzo popularne podejcie w Polsce, biorąc pod uwagę dośc znaczącą liczbę artykułów na ten temat pojawiających się w publikacjach pokonferencyjnych, szczególnie starszych (jak również wizyty w wielu ośrodkach) Jest to jednak podejscie charakterystyczne dla psychologów, szczególnie klinicznych, którzy uzupelniają swoją praktykę o metody rysunkowe.
- mnie określenie psychorysunek źle się kojarzy, jako coś bardzo redukcjonistycznego, ale nie wykluczam, że częśc osób rozwijających takie praktyki może mieć bardzo ciekawy warsztat. Natomiast chyba tylko wtedy, kiedy idzie w kierunku psychoterapii z wykorzystaniem metod rysunkowych, a nie zajęć na zasadzie ‘dajmy dzieciom kredki, niech narysują rodzinę i o niej opowiedzą’. Bo wtedy efekty zawsze będą powieszchowne.
- Jeżeli przyjzeć się American Art Therapy Journal, to widać, że metody projekcyjne w arteterapii się bardzo rozwinęły i są ich dziesiątki. Dlaczego tak jest? Pewnie ma to zwiazek z ilościa badań prowadzonych w USA, wielokrotnie większa niż w UK, bo tam studenci nie maja kursu badawczego jako czesci programu magisterskiego. A metody projekcyjne dobrze się nadaja do krókich projektów badawczych. Tutaj chciałam się odnieśc do artykuły Gilroy/Skaife, który wcześniej wsponialam. One mówią, że kształ arteterapii jest inny z powodu innej organizacji służby zdrowia. W USA ubezpieczenia zdrowotne (w znaczej części prywatne) wymagają, żeby pacjent miał diagnoze (w oparciu o DSM), a w Wielkiej Brytanii służba zdrowia jest z zasady darmowa, więc i arteterapeuta właściwie nie ma doczynienia z diagnozami. Drugą rzeczą, która mnie osobiscie bardziej przekonuje jest fakt, że pierwsi arteterapuci, którzy nadali kształt nowym praktykom w Wielkiej Brytanii byli artystami i nauczycielami sztuki, a w USA byli wśród nich również psycholodzy. I tu wraca założenie, że metody projekcyjne są związane z pracą psychologów.
- Nie wydaje mi się, żeby stosowanie/nie stosowanie metod projekcyjnych miało wiele wspólnego ze statusem psychoanalizy, bo ta jest silna w obu krajach, a w arteterapii silniejsza jest w UK. W UK własciwie cała wspólczesna arteterapia jest psychodynamiczna/psychoanalityczna a testów się nie stosuje. Natomiast w Polsce testy projekcyjne były stosowane od lat, mimo, że podejście psychoanalityczne nigdy nie było zbyt silne wśród psychologów.
- I tak podsumowując… Ja nie jestem zwolenniczką testów projekcyjnych, bo moje podejście jest inne. I tak jak zrozumiałam Monika, również chyli się bardziej w kierunku humanistycznego podejścia, gdzie kladzie się nacisk na rozwój, poszukiwanie raczej zasobów niż zaburzeń, proces twórczy, kształtowanie ‘człowieka intencjonalnego’ jakby powiedział Obuchowski. Takie podejście zakłada nacisk na proces twórczy-artystyczny, ekspresję, eksplorację i relację terapeutyczną. Natomiast psychorysunki/metody projekcyjne kładą nacisk na język wizualny (a nie proces twórczy) i moga kłąść nacisk na relację jeśli są prowadzone przez psychoterapeutę.
Wydaje mi się, że temat jest bardzo ciekawy do dyskusji, bo nikt jakos nie podejmuje jej odnoście podejść/nurtów w polskiej arteterapii.
O.
A i jeszcze chciałam dodać, że według mnie psycholog i psychoterapeuta to dwa niezależne zawody, nie mające za dużo ze soba wspólnego. Zaryzykowałabym opinię (moja osobistą) a praktyka psychoterapeuty wykorzystującego medoty rysunkowe i psychologa będą różne. W pierwszym wypadku skłonna bym była do nazwania ich arteterapią, w drugim miałabym wątpliwości. Ale to już zupełnie moja opinia.
Jestem psychologiem klinicznym, pracuję z młodzieżą w dużym szpitalu psychiatrycznym od wielu lat. W swojej praktyce wykorzystuję rysunek zarówno do diagnozy jak i terapii i zgadzam się, że tych obu nie da się rodzielić. Podczas diagnozy pacjenci otrzymują duzo wsparcia, spotkania mają charakter terapeutyczny.
Rysunek bardzo dobrze się sprawdza też kiedy nie trudno jest nawiązać kontakt, albo osoby nie chcą mówic o sobie, ma działanie często relaksujące i jest czasami jedną z niewielu czynności, w które można osobę zaanagażować. Bardzo pomocny jest w tworzeniu i analizowaniu obrazu siebie. W szpitalu przeważnie nazywa się to psychorysunkiem lub arteterapią.
Nie rozumiem dlateczego psychoterapeuta miałby nazywać swoją pracę inaczej niż psycholog, chiałam przypomnieć, że w opraciu o ustawę, psychoterapeuta powinien mieć wykształcenie psychologiczne. A testy projekcyjne można adoptować i rozwijać, tworzyć z nich odzielne ćwiczenia. Wydaje mi się, że to praktyki bardzo efektywne, niezależnie jak się nazywają. A to co artyści czasami robią, to po prostu zabawy ze sztuką, które w moim odczuciu mało mają wspólnego z terapią, bo nie są do tego przygotowani. Nie można nazywać arteterapeutą artysty tylko dlatego, że pracuje z osobami chorymi czy upośledzonymi.
Cieszę się, że temat się rozwija- w moim przekonaniu to bardzo istotne kwestie. Chętnie poczytam więcej opinii:)
Problem psychorysunku jest ciekawy i dziękuję Olga za przekazanie reakcji zagranicy na ten twór. Teraz już jestem prawie pewna, że może to być jedno z działań arteterapeuty, choć może również być wykorzystywany przez psychoterapeutów i psychologów nie posiadających wykształcenia lub też nie identyfikujących się z arteterapią. Po prostu pojawiła się pewna technika w Polsce, pomocna i skuteczna, jeszcze zanim pojawił się termin arteterapia oraz przed tym dziedzina zaczęła się rozwijać w rozumiana w dzisiejszym znaczeniu… Dobrze wiedzieć co się działo nim doszliśmy do 2009 roku;)
Cieszę się również z rozważań nad problemem pt. Skąd tyle testów projekcyjnych w USA a tak mało w UK. I zgadzam się z tymi wnioskami, aczkolwiek pisząc że być może wynika to z analitycznego podejścia (poprzedni komentarz) myślałam raczej o korzeniach arteterapii w obydwu krajach. O ile się nie mylę Adrien Hill z Wielkiej Brytani był artystą ceniącym wartości procesu twórczego jako takiego, natomiast Margaret Naumburg z USA psychoanalityczką. I jej sposób korzystania z twórczości plastycznej miał zdecydowanie projekcyjny charakter…No ale widać to się potem odwróciło i Stany się zróżnicowaly a Anglia przeszła na stronę psychoanalizy i najej następców. Swoją drogą ciekawe dlaczego? I ciekawe jak “my” skończymy
?
Co do pobocznego wątku- rozróżnienia psychoterapeuty od psychologa, to zgodziłabym się z poprzedniczką, że kiedy bierzemy pod uwagę fakt że psychoterapeuta powinien być psychologiem, to różnic jest mniej niż punktów wspólnych. Jednak w wypadku kiedy weźmiemy psychologa oraz ekonomistę (z wykształcenia) psychoterapeutę ( po szkole psychoterapeutycznej), to różnice rzeczywiście mogą być znaczące…
No ale cóż tak to jest, jak podaje filmik na stronie Interantional Art Therapy Organisation – “one world, many visions”
Cieszę sie z kolejnych odpowiedzi.
Maria – to o czym mówisz pokazuje, że są rózne podejścia. Psycholodzy wykorzystują rysunek w inny sposób niż artyści, a przynajmniej inaczej organizaują proces i go tłumaczą. Myślę, że ta różnorodnośc jest bardzo interesująca. Bardzo ciekawie jest podjąć dyskusję na ten temat.
Maja – jeżeli chodzi o arteterapię w Wielkiej Brytanii to Hill był jedna z pierwszych wyraźnych osobowości, faktycznie artstycznie zorientowanym, ale to nie on wpłynął na kształ arteterapii. Kiedy zaczęło się kształtować stowarzysznie został w znacznym stopniu zepchnięty na margines, a silne stało się podejście prezentowane między innymi przez Irene Chambernowne, która była psychoanalitykiem, uczniem Junga. W koncu zostało wypracowane podejscie, ktore łączyło sztukę (czy nawet naukę sztuki) i psychoterapię, czy psychoanalizę.
Podobnie w USA były obecne dwa podejscia, jedno Naumburg, która była psychologiem i uzywała rysunku, czy sztuki jako pomocy oraz Edith KRammer, która kładła nacisk na proces artystyczny. Równiez wraz z rozwojem oba podejcia byly jakoś zaadresowane. O ile w Stanach pozostała różnorodnośc podejśc, to w dużo bardziej ‘zorganizowanej’ Anglii jedno podejscie zdominowało inne i zostało wpisane w programy edukacji. Natomiast zanim to nastapiło było wiele lat konfliktów i walki, co zostało nazwane przez Diane Waller ‘strugle for ownership’.
Ale zdecydowanie najciekawsze pytanie, to ‘gdzie my skonczymy?’
mam nadzieje, ze usłyszymy inne głosy w tej dyskusji!
pozdrawiam
Dyskusja jest bardzo ciekawa, ale wydaje mi się, że w polskiej sytuacji dość abstrakcyjna.
Od zawsze miałam artystyczne inklinacje i od początku, czyli od jakiś 20 lat, wykorzystywałam sztukę w mojej pracy pedagoga. Patrząc na nieco zapomnianą już literaturę np. Wojnarowej to arteterapia nie jest niczym nowym. Terapeutyczne wykorzytywanie sztuki było opracowane bardzo dobrze w Polsce. Szkoda, że dzisiaj nikt nie sięga do tych tekstów, a wszystkim sie wydaje, że odkryli oświecenia.
I oczywiście wiele się zmieniło z kwestii organizacji pracy, ale przecież potencjał sztuki jest ten sam. A to czy się wykorzystuje testy projekcyjne czy nie, z kluczem czy bez wydaje mi się problemem pobocznym. Powinniśmy się cieszyć naszą pracą i dzielić radością z innymi!
Niestety starsza literatura została zapomniana, a faktycznie książki np. Ireny Wojnar są interesujące. Dotyczą jednak nie arteterapii a wychowania przez sztukę. I jeżeli chodzi o wychowanie przez sztukę faktycznie mamy bogatą literaturę. Myślę, że jest pewnym nieporozumieniem nazywanie wszystkich praktyk wykorzysujących sztukę arteterapią. Arteterapia jest stosunkowo nowym w polskiej tradycji słowem i nie doczekała się precyzyjnych definicji ani zgody wobec czego może być używana. Niemniej jednak stosowanie jej do praktyk od dawna ugruntowanych i rozwiniętych mija się z celem. Co najwyżej może mieć cel marketingowy.
Zgadzam się więc, że należy powrócić do starszej literaury, bo może byc bardzo pomocna, szczególnie, że nowych poważnych opracować brak. Jednak ostozna bym była z przekładaniem wszystkiego co zostało napisane na temat praktyk związanych ze sztuką na arteterapię. Dotyczy to również publikacji na temat psychopatologii ekspresji.
Ja również mam takie poczucie. Wypowiedź Aliny dowodzi tylko tej różnorodności, o której wcześniej pisaliśmy, która jest bardzo interesująca i faktycznie istniejąca (i w Polsce i np. Stanach). Są głosy psychologów, psychoteraputów, pedagogów, artystów – to fantastycznie!
Ponieważ dyskusja chyba nieco zeszła z pierwotnego wątku, pomyślałam Olga o założeniu osobnego tematu, który byłby konkretnie skierowany na te wszystkie rozterki i kontrowersje ale również bogactwo związane z arteterapią w Polsce i mógłby być kontynuowany przez czytelników bloga w komentarzach do niego przywiązanych. Wtedy taka ważna dyskusja (mogłaby to być kontynuacja tej) byłaby bardziej wyeksponowana i może zachęciłaby inne osoby do wypowiedzi..nie wiem czy to dobry pomysł, tak mi przyszło do głowy
Dzieki Maja za pomysl, myslam o forum, ale jak dotad nie bylo zbyt duzego zainteresowania dyskusjami.
Sprobuje przekleic ten watek jako osobny, byc moze faktycznie zacheci to inne osoby do wypowiedzi, bo roznorodnosc pogladow jest bardzo ciekawa.
Chetnie uslyszlabym wiecej odmiennych/podobnych opinii!
Zamykam dyskusje na temat tego postu w tym miejscu i przenosze ja do strony – Dyskusje w górnym menu. Zachęcam do dalszego komentowania!